czwartek, 13 czerwca 2013

żal po stracie- siła symboli...



Każdego z nas w ciągu życia dotyka strata... Coś straciłam bezpowrotnie. Poczułam się strasznie skrzywdzona i osamotniona. Na dnie butelki zamknęłam swoją duszę i nagle, tak niespodziewanie musiałam się z tą butelką pożegnać.

Jak teraz żyć? Czym wypełnić pustkę? Jak zwalczyć ten przejmujący smutek, żal, rozpacz? Dlaczego? Dlaczego mnie to właśnie spotkało? Jak mogę sobie pomóc? Kto mi może pomóc? Co robić??????


Pogrążyłam się w żałobie...W pierwszym momencie zamknęłam się w sobie a w mojej głowie kotłowały się setki myśli. Byłam w szoku. Wściekła na wszystko i wszystkich. Przecież cały świat był przeciwko mnie. Później zaczęłam negocjacje ze swoim przeznaczeniem. Przecież może to tylko chwilowy kryzys. Może jeszcze nic nie straciłam. Przecież nie jestem alkoholiczką... Być może mam jakiś problem.. ale alkoholizm??? Następnie przyszedł kryzys w postaci wielkiego dołu psychicznego. Nie chciało mi się żyć, chciało mi się wyć, wywrzeszczeć całemu światu swoją nienawiść i wściekłość. Poszarpać te gadające głowy i rozedrzeć te ironiczne uśmieszki. Przez moment też czułam pustkę. Potem chaos. I znów pustkę. Potem sama już nie wiedziałam co czuję....

Aż w końcu zaakceptowałam. Zaakceptowałam fakt, że jestem alkoholiczką. Zrozumiałam, że nie mam kontroli nad swoim piciem. Przyznałam, że nadszedł czas na zmianę. I to był moment przełomowy mojej pierwszej terapii. Teraz wiem, że wtedy, mimo iż tyle zrozumiałam, nie pojęłam jednego, nie uznałam swojej bezsilności wobec alkoholu. A to jest podstawa trzeźwienia.

Jedną z krążących przypowieści na terapii, była opowieść o "pogrzebie butelki"
Takiemu symbolicznemu ostatniemu pożegnaniu.


 Niektórzy alkoholicy symbolicznie żegnając się z alkoholem, podejmując decyzję o abstynencji i trzeźwieniu, organizowali pogrzeb butelki. W jednych przypadkach butelka była pełna, w innych pusta. Ale w obu przypadku symbolizowała śmierć, koniec czegoś, przeszłość. I jako ten symbol zostawała zakopywana głęboko w ziemi. Podobnie jak po stracie kogoś bliskiego, taka osoba dokonująca pochówku,
targana emocjami, przeżywała wszystkie etapy żałoby. Aż do momentu akceptacji.
 


Wydaje się śmieszne? Pewno dla niektórych jest to sytuacja zgoła komiczna. Pewno pojawią się zaraz pośmiewcy, którzy ironicznie powiedzą, że potem, w głodzie alkoholowym taki delikwent nieźle musiał się napocić szukając, gdzie ową butelkę zakopał...
Chociaż sama takiego pogrzebu nie przeprowadziłam uważam, że nie należy śmiać się z metod jakie wykorzystują zdesperowani alkoholicy chcący godnie żyć. Jeżeli może to pomóc, należy robić wszystko co w naszej mocy aby osiągnąć wymarzony cel. A symbole w naszym życiu nadal odgrywają ogromne znaczenie...









 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz